Małżeństwo idealne

Truizmem jest, że każdy z nas ma inną, unikatową budowę ciała.

„Przeciętna sylwetka” na której się wzorują marki odzieżowe jest średnią wyciągnięta ze wszystkich unikalnych sylwetek, którą każdy z nas posiada. Zatem zakup gotowego ubrania staje się kompromisem, na które godzimy się przecież bardzo niechętnie! Stąd też wynika fakt, iż krawiectwo miarowe przeżywa obecnie renesans, a nieomal każdy zakup RTW (ready-to-wear) i tak ląduje w pracowni krawieckiej, gdzie poddawany jest koniecznym przeróbkom.

Nie inaczej sytuacja ta przedstawia się w przypadku krawata. Ten najbardziej męski z dodatków ma ogromną moc, która może służyć zarówno poprawieniu i zbliżeniu sylwetki do idealnej, jak i do kompletnego zaburzenia proporcji i nadaniu noszącej go osobie nieomal karykaturalnego wyglądu. I tak jak w dobrym martini, oprócz składników, liczą się proporcje. Niedopasowany do sylwetki krawat, nawet uszyty z najpiękniejszych taszkienckich czy włoskich jedwabi, stanowczo nie poprawi naszego wyglądu. Po co więc marnować dobry gin, skoro przy odrobinie wiedzy można stworzyć koktajl, którego nie powstydziłby się sam agent 007?

Jeżeli chodzi o budowę, krawat można porównać do saksofonu. To, co widzimy z zewnątrz składa się na odbiór wizualny. Pięknie wypolerowany, błyszczący saksofon tak samo jako prześliczny, jedwabny krawat jest kwintesencją elegancji i męskości. Jednak, tak jak za brzmienie saksofonu odpowiada mała drewniana płytka w ustniku, tak krawatowi życie nadaje „dusza”, czyli wypełnienie, które odpowiada za układanie się zarówno węzła, jak i całego krawata. Bardzo ważne jest, aby owo wypełnienie współgrało z osobą noszącego, ponieważ od niego zależy rozmiar węzła. A im bliżej naszej twarzy znajduje się dany element garderoby, tym bardziej chcemy, by wyglądał on idealnie.Skoro omówiliśmy już kwestię „duszy”, to zastanówmy się nad „ciałem". Wyobraźmy sobie taką scenerię: Surowa, miejska zabudowa. Późne, wrześniowe popołudnie. Chodnikiem zmierza potężnie zbudowany mężczyzna. Ubrany jest w idealnie wypolerowane skórzane buty i pięknie skrojony garnitur. Na smyczy zaś prowadzi malutkiego pieska chiuaua. Coś tu nie gra, prawda? Takiego mężczyznę wyobrażamy sobie raczej z pełnym temperamentu dobermanem czy dostojnym dogiem. Nasza konsternacja wynika z zaburzenia proporcji pomiędzy wizerunkiem mężczyzny, a naszą percepcją małego chiuaua.

Zaskakująco podobnie sprawa ma się w przypadku krawata. Ma on bardzo prosty cel: podkreślać zalety i ukrywać wady naszej sylwetki. Stad też, zawiązany na odpowiedniej wysokości (co umożliwi odpowiednio dobrana do noszącego długość) pięknie podzieli sylwetkę wydłużając nogi i wysmuklając tyłów. Co nie mniej ważne, odpowiednio szeroki krawat wspaniale poszerzy ramiona i nada nam bardziej muskularnego, męskiego wyglądu. Zaskakująco uniwersalny cytat „Dawka czyni truciznę.” podpowie nam, że tak jak indywidualnie dobieramy terapię do pacjenta, tak indywidualnie dobrane proporcje krawata dadzą największe szanse na osiągnięcie zamierzonego efektu. A czy nie nam wszystkim zależy na tym, by to co robimy, jak wyglądamy i czym się w życiu kierujemy przynosiło jak najlepszy efekt?

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów